Kupujesz = głosujesz

Nasz portfel to nasza sprawa. Ciężko o bardziej oczywiste stwierdzenie. W szeroko pojętej branży rozrywkowej portfel nabiera jednak trochę innego znaczenia, to sposób głosu. Coś jakby droższy sms wysyłany na to, która „gwiazda” tańczy lepiej. Codziennie, co tydzień, co miesiąc, bierzemy udział w niekończącym się referendum. Nie śmiałbym się do tego przyczepić, gdyby nie to jak bardzo decyzje milionów wpływają na jedną, skromną, jednostkę (no i jeszcze kilku moich kumpli).

Idąc po łebkach można stwierdzić, że Xbox 360 rozpoczął popularyzację konsol wśród pecetowców na dobre. Zakres tytułów dostępnych na konsoli Microsoftu unikał raczej „dziecinnych” platformerów, jRPGów i wesołych eksperymentów, oferując „dorosłe” FPSy. Dodajmy do tego szok związany z pojawieniem się Gears of War – premiera jedynki była niczym wyjście Żydów z Egiptu (wiecie: Żydzi = pctowcy, Egipt = złe pecety). Coraz więcej osób zaczęło inwestować w sprzęt Microsoftu, gdzie – jak na zawołanie – pojawiały się kolejny shootery z barczystymi bohaterami. Nim nadeszła „kontrofensywa” związana z premierą i, jeszcze dłuższym, rozhulaniem się na rynku PlayStation 3 wszystkie zasady zostały już ustalone. Przy obecnej bazie użytkowników konsol (z goła innej od tej z dawnych czasów) najbardziej opłacalnym interesem okazuje się robienie tytułów oferujących dużo śrutu i laserów. Okazjonalne rzucenie „fuck” przez protagonistę również stało się mile widziane.

Oczywiście ciężko dopatrywać się winy wśród producentów i developerów. Oni sterują firmami, które muszą zarabiać, dostarczając nam tego czego chcemy. Skąd wiedzą co to ma być? Wystarczy spojrzeć na listy sprzedaży, które najlepiej oddają w co warto inwestować (innymi słowy to wyniki naszych sklepowych głosów). Sporo graczy nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że wybierając między kilkoma grami o podobnej cenie, i decydując się na tę najgłośniej reklamowaną, podążającą za koniunkturą, sami sobie robią krzywdę. Sześciogodzinna kampania i spartolony multiplayer w Modern Warfare 2 jest tu najlepszym dowodem. Mimo to dalej znajdują się kolejni nabywcy tej gry i takie EA już kmini nad ożywieniem Medal of Honor, podczas gdy Ghost Recony Ubisoftu przeobrażają się coraz bardziej apetycznie w stronę chartsowego killera Infinity Ward. Jest to dopiero czubek góry lodowej, zauważmy jednak, że składa się ona z największych: Activision, EA i Ubisoftu. Swego wojennego shootera, choć w innym ujęciu, mają też Sony (Killzone) i Microsoft (Halo lub GoW, co kto woli). Grono gier w podobnych realiach, lecz słabszych, wciąż sprzedaje się zadziwiająco dobrze, bo jakimś cudem rynek jeszcze się nie przejadł gonieniem za tym samym. Jak wąż za ogonem, jak Doda za uznaniem.

A można inaczej. Można każdy kolejny zakup rozpatrywać pod kątem wsparcia ciekawej idei. Już pisałem o tym, że nadchodzi Maijin. Na jego przykładzie można łatwo zobrazować to co mam na myśli: za Maijinem stoi nie najbogatsze studio i wydawca, gra nie oferuje topowych rozwiązań (czyt. celownika i żołnierzy) mimo to, wszystko wskazuje na to, że będzie rewelacyjną pozycją… a nawet jeśli nie, to bardzo dobrą. Równie „bardzo dobre” są ostatnie sequele większości wielkich franczizów. Dlaczego zatem, stojąc przy sklepowej półce, nie wybrać bardzo dobrej, świeżej gry, wspierając mniejszych twórców, zamiast równej jakościowo, ale odtwórczej w swych podstawowych założeniach, pozycji? Takie chwile zadumy nad tym na kogo oddajemy głos chyba się obecnie nie zdarzają, szkoda. Odbija się to na ogólnej kondycji branży. Patrzcie na Vanquish. Jest wykręcone, ma zadatki na coś szalonego, ale widać w nim niezdrowe nagięcie się do trendów obowiązujących na naszej wspaniałej planecie koloru pupy smerfa.

Miliony tego typu decyzji uderzają najmocniej w tych, którzy chcą więcej. Od grania, od siebie i od innych. Wpływanie na opinie innych w stylu „kup to a nie tamto, bo jest komercyjnym ścierwem” to nudna i żmudna robota, a jednostki zabierające się tak szlachetną misję łatwo pomylić z szarogęszącymi się krzykaczami. Słowo-klucz to świadomość. Sami na siebie zrzucamy kolejne sequele i nowe projekty, kształtując tę branżę. Kupując błahe dodatki na 30 minut zabawy przy ostro zawyżonych cenach (halo – przecież to tylko zawartość wycięta z gry przed jej premierą), czy gry, które są dostępne na PC za darmo/klasyki warte dosłownie kilka groszy, skórki, tapety, stroje do avatarów.

Ślepe ufanie Konami odbiło się na coraz gorszym PESie, widoczne uznanie dla wyścigów mogło zabrać nam możliwość zagrania kiedykolwiek w Mirrors Edge 2, przegrywanie przygodówek z shooterami prawdopodobnie uśpiło Beyond Good & Evil 2.

Może to lekko naiwne, ale naprawdę mam wiarę w graczy i czuję, że lubimy inwestować w zróżnicowane przeżycia – dlaczego zatem nie inwestujemy w zróżnicowane produkcje? (nawet jeśli na siedem reklamowanych przypadałyby dwie mniejsze, przeoczone przez media, to byłoby dobrze)… Z drugiej strony wystarczy zmiana designu by poczuć, że się gra w coś nowego (nad czym walczyłem w już tekście „w graniu piękne są tylko chwile”) i może w tym tkwi haczyk obecnej palety gier?

Ciężko się dziwić tej sytuacji w czasie gdy źródła wg których ludzie wybierają gry same się gubią w swej misji. Od kilku już lat „oceniaczki” straciły na wartości. Mniej popularne projekty nie są rzetelnie recenzowane, w przeciwieństwie do blockbusterów (którym trzeba potem zmiękczać werdykt). Czym ma się zatem kierować konsument i w co wierzyć? Szczerze, nie wiem: ja tu tylko piszę. Faktem jest jednak, że często o tym, którym programistom damy na chleb a którym na okruchy decydują szybkie impulsy naszego szybkiego świata, który (paradoksalnie) w swej błyszczącej formie rozleniwił mózgi nieprzerwanie pędzących odbiorców. A czy to, że ktoś kto chce sobie po prostu zagrać w coś miłego, wiec po prostu idzie do sklepu i po prostu wybiera to co powinno być fajne, jest problemem to nie mi osądzać. Przecież efekt jest taki sam jak po żmudnym wyszukiwaniu czegoś ciekawego: wygodna zabawa, w swym fotelu, przed konsolą, z zimnym piwem. Można zatem dojść do wniosku, że problem nie istnieje…

…ale ja i tak wiem, że istnieje 😉 bo to bije po oczach, na całe szczęście jeszcze mam w co grać, nawet patrząc na dziesiątki dla God of War 3. Wszystkim życzę zatem udanych zakupów, zwłaszcza wśród nowych gier: to one się najbardziej liczą dla tego co zobaczymy w swych napędach za rok, dwa, trzy, cztery.

cascad

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Kupujesz = głosujesz

  1. Zdecydowanie piszę się pod tym rękami i nogami. Szkoda tylko, że głosy pokroju Twojego mają się szansę przedostać do szerszej świadomości graczy najczęściej dopiero po fakcie. Kto usłuchał by podobnie racjonalnego głosu jakieś 6 lat temu, kiedy na ps2 co tydzień wychodził nowy jRPG?
    Solidaryzuje się, serio.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s