Jeszcze kilka słów o Metal Gear Solid

Był rok 1998, kolejna dwuwymiarowa seria czekała na swój debiut w 3D. Hideo Kojima miał doskonałą okazję by pokazać, że nie bez powodu pokłada się w nim wielkie nadzieje. Gra trafiła do sklepów, potem do rąk graczy, następnie do czytników ich PSXów i serc… na samo dno. Metal Gear Solid stał się symbolem jakości.

Unikając koloryzowania napiszę, że jest nim do dziś. Biorąc pod uwagę moc drzemiącą w PlayStation trudno wyobrazić sobie by ta gra mogła lepiej wyglądać. Spójrzmy zresztą na jej pierwsze techniczne demo, które musiało wzbudzać podziw:

Sama oprawa graficzna (która względem tego co widzimy u góry mocno się zmieniła w finalnym produkcie, zwłaszcza praca kamery) nie budowała jednak potęgi tego tytułu. JEDNAK rzut „z góry” w jakim obserwowaliśmy misję Snake’a genialnie wpłynął na zabawę, gdyż: a) musieliśmy cały czas mieć się na baczności, przez małe pole widzenia b) nie było żadnych problemów z kontrolowaniem kamery c) grafika do dziś nie razi swą topornością. Ponadto brak skomplikowania pozwolił uzyskać naprawdę płynny, optymalny dla całej serii gameplay: z chwilą gdy w MGS2 mogliśmy swobodnie celować cała gra po prostu padła, tracąc swój skradankowy charakter.

Podstawowym problemem dwójki i trójki jest to, że zachowują kamerę z jedynki, oferując zupełni inny wachlarz możliwości postaci. Sama możliwość strzelania w trybie FPP diametralnie wpływała na rozgrywkę – i mimo iż tak podstawowego celowania, w grze szpiegowskiej, nie ma MGS1, to paradoksalnie wpływa to rewelacyjnie na jego odbiór i atmosferę. Tu naprawdę jesteśmy wężem, pełzającym po bazach wroga.

O fabule można napisać małą epopeję. Nie wiem jakim cudem coś tak wspaniałego wyszło Kojimie – ale nigdy już nie powtórzył składności, sensowności i przebojowości historii zawartej w MGS1. Tu po prostu nie ma do czego się przyczepić, nawet metafizyka pokroju czytającego w myślach Psycho-Mantisa, nie do końca normalnego Grey Foxa czy też naszego wielkiego przeciwnika: Liquid Snake’a jest podana z niesamowitym wyczuciem. Zestaw bossów z późniejszych części serii, pokroju grubasa na rolkach, pedowampira, człowieka władającego pszczołami czy niby-pająka nie ma nawet podjary do zestawu wielkich osobowości z jedynki. W centrum Alaski, w bazie nuklearnej toczy się prawdziwy konflikt i tylko my możemy uratować świat przed zagładą, i to się czuje…

…i nie tylko to. Cały tytuł został tak zbudowany by napotykać po drodze szereg bardzo ważnych postaci. Co jeszcze lepsze – niemal wszystkie wchodzą ze sobą w interakcję, mając własne pobudki do działania, mijają się między sobą, rozmawiają… możemy je podglądać po kilka razy na przestrzeni całej gry. Ta wymienność, dopełniona rewelacyjnymi rozmowami przez codec: niestety, ich długość w kontynuacjach nie została już tak wyważona, zresztą sami aktorzy zagrali tak, że nie ma nagród, które mogłyby ich odznaczyć za tak wielkie dzieło jakim jest VA MGS1. Oczywiście niemały wpływ na ich grę aktorską mają też same dialogi – rozpisane z niesamowitym wyczucie, pasujące perfekcyjnie do każdej z postaci.

Przyjrzyjmy się jeszcze pojedynkom z Bossami: pierwsza walka z Revolver Ocelotem to bieganie po pomieszczeniu pełnym ładunków wybuchowych za dziadygą o niesamowicie celnym oku, prawdziwy pojedynek wybitnych strzelców. Mamy też do czynienia z Ravenem – wielkim Indianinem szkolonym na szamana. Tak wielkim, że nosi na plecach samolotowego Vulcan Cannon’a, jest i Ninja z egzokamuflażem i niesamowita skocznością, potrafiący zakraść się w każdy zakamarek bazy. Psycho Mantis oraz jego gabinet latających krzeseł i obrazów podświadomie niszczy, tak jak i scena w której zdejmujemy mu maskę. Liquid dopadający nas dachu Harrierem pobudza do wzmożonej akcji, Sniper Wolf zastawiająca snajperskie pułapki (scena gdy dorwała Meryl i późniejsze tortury to jeden z najlepszych motywów jakie spotkałem w swym „życiu gracza”) nieustannie budzi szacunek. Aha – jest i Metal Gear Rex, maszyna potrafiąca odpalać głowice nuklearne z każdego miejsca na ziemi, do której zniszczenia dążymy przez całą misję. Zobaczenie Rexa po raz pierwszy, krążenie wokół niego w potężnym hangarze, i ostateczna walka nie mają sobie równych do tej pory. Emocje, wyczucie, stopniowanie tempa zróżnicowanymi zadaniami niszczą! A gdy już wydostajemy się na zewnątrz po niesamowitym boju, zostawiającym blizny na sercu, czujemy na własnej skórze, przed telewizorem chłód Alaski potęgowany utworem The Best Is Yet To Come

i wtedy można płakać.

Ta gra była wręcz budowana pod to by zakończyć się tą piosenką. Jest wielka, wiem, że nie wypisałem tu wszystkich powodów dla których MGS1 stanowi przykład gry ponadczasowej, ale to tak jakby próbować napisać coś nowego o Taj Mahal. To pokaz wielkości i kunsztu. Snake walczy z… wojną, ze wszystkim tym co za sobą niesie, mimo iż jest na nią skazany. Meryl szuka ukojenia duszy, Grey Fox jest prawdziwym herosem, o którym nikt nigdy nie usłyszy, Sniper Wolf nie zasługiwała na swój los i wszyscy o tym wiemy… Wielki dramat na niewielkich dwóch płytkach. Do dziś „dycha”.

cascad

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Jeszcze kilka słów o Metal Gear Solid

  1. Oj tak, pierwszy MGS to zdecydowanie najlepsza, najbardziej spójna i najpoważniejsza część serii. Żadnych głupot pokroju srającego Johnny’ego, macania po jajach i śmigania nagim Raidenem. Za to poważny, melancholijny i przytłaczający klimat.
    We mnie najbardziej uderzyła pewna dramatyczność fabuły. Snake (a tym samym gracz) jest na męczącej misji, podczas której styka się z ludźmi, którzy mają swoje własne dramaty. I bynajmniej nie chce ich zabijać, nie dostaje za to punkcików, nie nabija mu się combos i nie krzyczy przy tym „take that bitch!”.

  2. Dobrze ujęte „złe zmiany” w kolejnych mgsach… coś w tym jest, ograniczenia jedynki wyszły jej naprawdę na dobre… i ta genialna piosenka z endingu ahhh muszę zagrać znowu po tym wpisie 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s