Tower of Heaven – podejmij wyzwanie

Niezależne gry od zawsze miały w sobie coś uroczego. Ich nędzny nakład finansowy stanowi granicę oddzielającą utalentowanych twórców od kiepskich programistów. Tower of Heaven stanowi jedną z perełek tego typu produkcji. Gra została wspaniale wystylizowana na GameBoy’owy tytuł opowiadający historię pewnego młodzieńca (przypominającego pikmina) chcącego dotrzeć na szczyt „boskiej” wieży.

Wyraz „boskiej” umieszczony został w cudzysłowie, gdyż nie mamy pewności kto jest właścicielem tytułowego obiektu – wszystko wskazuje jednak na wielkiego ducha. W trakcie rozgrywki otrzymujemy kary i wytyczne od wszechpotężnego głosu znikąd, który wyznacza nam kodeks postępowania, wypowiadając się z niesamowita wyższością. Właśnie w tym kodeksie tkwi czystość rozgrywki Tower of Heaven. Jest to zbiór czterech zasad obowiązujących na terenie niebotycznie wysokiej budowli, bezwzględnie egzekwowanych i utrudniających nam życie jak cholera. Do kontroli naszej postaci używamy najprostszego sterowania z możliwych: są nim strzałki (lewo, prawo, góra = skok, dół = wejście do nowej komnaty), z ich pomocą dochodzimy do drzwi w określonym czasie. Najczęściej limit to około pół minuty, gdyż gra nie jest specjalnie długa, ale za to maksymalnie skillowa. Nie mamy co marzyć o jej ukończeniu bez nauczenia się precyzji. Ciągłe zgony są na szczęście umilane przez niesamowity soundtrack (małe dzieło sztuki, sprawdźcoe ToH choćby dla niego!) oraz przykuwający uwagę styl graficzny, budzący nostalgię wśród osób mających kiedykolwiek GameBoya w ręce.

Po takim wprowadzeniu wypadałoby chociaż pokrótce przedstawić „cztery przykazania”, które zmieniają ten niepozorny tytuł w dość hardkorowy zbiór pikseli. Co lepsze nie stosowanie się do nich jest karane… uderzeniem pioruna.

1. Nie dotykaj żółtych klocków. Bardzo proste i jasne polecenie, gdyby nie to, że po kilku planszach pół poziomu mruga się raz na żółto, raz na zielono. Bez timingu nie ma progresu!

2. Nie dotykaj ścian. W ToH nie można przylgnąć do boku żadnego obiektu. Przy dość szybkim przeskakiwaniu z kąta w kąt może to sprawiać problem, zwłaszcza graczom przyzwyczajonych do dzisiejszych „autoskoków”.

3. Nie chodź w lewo. Teoretycznie jest to święta zasada scrollowanych platformerów, pierwszy raz została jednak tak rygorystycznie wprowadzona. Tu wystarczy zrobić kroczek w lewo by zaliczyć zgon.

4. Nie dotykaj żywych stworzeń. Od chwili gdy poznajemy tą świętą zasadę sympatyczne, niegroźne motylki przewijające się tu i ówdzie awansują do miana jednych z najbardziej śmiercionośnych przeszkadzajek w historii. Ile prób pokonania levelu mi zżarły to można książkę napisać.

Wygląda na trudne? I jest trudne, dlatego też takie fajne. Wszystkie porażki w drodze do ujrzenia napisów końcowych uczą nas czegoś, i wg staroszkolnej zasady kolejne przejście gry wydaje się być spacerkiem dla wyćwiczonego gracza. Pierwsza przygoda zajęła mi około godzinę, druga 8 minut. Piękne uczucie.

Uwierzcie mi, że przy tak genialnie skomponowanym 8 bitowym soundtracku, palecie trzech kolorów i w dwóch wymiarach można i dziś się rewelacyjnie pobawić. To jest też powód dla którego zdecydowałem się wyjątkowo napisać tu o grze dostępnej tylko na PC (jako to z Indie Games bywa). Sprawdźcie ją sami i poczujcie się jakby cofnęło was w czasie do dnia premiery pierwszego, podle cegłowatego, GameBoya. Co wrażliwszym zakręci się łezka w oku.

Szczerze polecam, podejmijcie wyzwanie i wpisujcie w komentarzach jak szybko udało się wam ukończyć tą niebanalną grę.

Pobrać możecie ją (całe 7mb czeka w zakładce games) ze strony programistów: http://askiisoft.com/

cascad

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s