Alan Wake – pierwszy dotyk

Ponieważ pre-orderowcy zostali uraczeni nadzwyczaj szybką wysyłką (3 dni przed premierą sklepową), mogę wam już dziś napisać parę zdań o Alan Wake. A naprawdę, pomimo zaledwie dwugodzinnej sesji z grą jest o czym pisać. Do dzieła:

Sam wstęp gry wygląda niczym… Silent Hill. Nasz bohater jedzie po ciemnej trasie, nagle znikąd wyrasta mu przed maską człowiek. Zgon na miejscu. Auto zalicza awarię. Musimy biec. Wszystko się wali. Wieje wiatr. Naprawdę szybko się to rozwija i od pierwszego dotknięcia pada mija zaledwie chwila nim wsiąkniemy na dobre w ten oczekiwany-od-lat projekt. Brawo, tak się to powinno robić!

Tempo to zdecydowanie najważniejsza rzecz w A.Wake. na starcie dostajemy do ręki latarkę i broń. Dzięki tej pierwszej osłabiamy wrogów, by potem móc ich zabić pistoletem… oponenci to banda amerykańskich wsiórków z małego miasteczka wybierających się na opętany spacer po mrocznych zakątkach świata z hakiem/siekierą w ręku. Spotkania z nimi bywają nieprzyjemne i raczej nie skupiają się na miłej pogawędce. Ponieważ Remedy nie brakowało ochoty na umieszczanie wszechobecnych drzew, mgły, maszyn i kamieni to klimat szybko się zagęszcza. Szybciej niż krupnik babci. Naprawdę, nigdy nie wiemy gdzie i kiedy może wyskoczyć na nas, któryś z szaleńców we flanelowej koszuli.

Bardzo fajnie, że do dyspozycji mamy nie tylko arsenał broni z bardzo szybko kończąca się amunicją (co tyczy się również baterii do latarki) ale i miły system uników, pozwalający na efektowne manewrowanie między zmierzającymi w naszą stronę ostrzami. Gra straszy w bardzo klasyczny sposób, używając najpewniejszych i sprawdzonych motywów. Co nie znaczy, że jest to złe. Nagłe gaśnięcie światła, krzyki, niepokojące efekty pogodowe, przeraźliwe stare baby, okropne filmy w tv, niepokojące transmisje zasłyszane w radiu – to wszystko znany od lat zbiór „straszaczy”. I jak się okazuje sprawdza się do dziś.

Wpływ na to działanie ma na pewno oprawa i sprawność prowadzenia fabuły. Jeszcze nigdy nie mieliśmy do czynienia z równie dynamicznym horrorem/thrillerem w tak świetnej oprawie. W to się po prostu świetnie gra, niemal automatycznie można wejść w skórę Alana i zatopić się w historii. A to bardzo ważne, bo (jak na razie) akcja i historia świetnie się przeplatają.

Miałem już okazję poznać kilka postaci i pozwiedzać urocze Bright Falls – miasteczko do którego przybywamy z żoną na wakacje – za dnia. A trzeba wiedzieć, że w świetle słońca to jedno z najlepiej zaprojektowanych miejsc z jakimi miałem do czynienia na tej generacji konsol (ok, po ciemku też wygląda rewelacyjnie 😉 ). O animacji i voice actingu chyba nie muszę się rozpisywać – wystarczy potwierdzić, że są świetne.

Największym atutem, który na dobre mnie przykuł do pada, jest ten niesamowity klimat chodzenia po lesie z malutką latareczką. Pięknie zaprogramowane oświetlenie (cały czas mamy kontrolę nad tym gdzie kierujemy promień światła) i rajcowny model strzelaj + uciekaj sprawiają, że granie to przyjemność… przyjemność dopieszczona przyspieszonym tętnem i małym dreszczykiem biegającym po plecach. Loadingów nie uświadczyłem, gra aktorska stoi na najwyższym poziomie, poleganie na najprostszym instynkcie (światło = bezpieczeństwo) także daje radę.

Jak na razie jestem nie tyle oczarowany, co bardzo zadowolony z zainwestowanych – mimo wszystko – w ciemno pieniędzy. Alan Wake rozbudził mą ciekawość, nie mogę się doczekać by rozwikłać zagadkę pana pisarza i zobaczyć co jeszcze studio z Remedy przyszykowało w późniejszych chapterach gry. Ocena końcowa może być naprawdę wysoka.

Tyle na szybko, żałuję, że musze spać. Czekajcie na kolejne relacje i myślcie już powoli o wycieczce do sklepu po swój egzemplarz…

– – – – –

Proszę oto wspaniałe zdjęcia, z tego co mnie dziś wieczorem przywitało w domu. Wspaniała paczka ułożona na przecudnej urody obrusie:

I sam szpil wspomagany latarką, która została wykonana tak dobrze, że sam się zdziwiłem. Poważnie, pełna profeska i solidność, mogliby ją w sklepie po 20 zł sprzedawać bez wstydu.

Pozdrawiam! cascad

Reklamy

7 uwag do wpisu “Alan Wake – pierwszy dotyk

  1. Hm, z tego co piszesz jest nieźle. Osobiście Alana Wake’a jakoś specjalnie nie wyczekiwałam, ale Twoje pierwsze wrażenia wzbudziły moje zainteresowanie.
    Dodatkowo słyszałam, że w grze jest sporo motywów znanych z książek Kinga.

  2. Riona: patrząc na podstawowe założenia i gameplaye – ta gra JEST prozą Kinga. Co, przyznam szczerze, niespecjalnie mnie urządza.

    Alan wydaje się być spoko, ale właśnie te typowe, moim-zdaniem-niezbyt-sensowne motywy rodem z książek Stefana, hamują mój entuzjazm. Chodzi mi o tą całą rozbuchaną akcję z latającymi sprzętami, jakąś anielską siłą światła… no i walka latarką – nie jestem w stanie określić genezy tego stylu w grach, ale automatycznie kojarzy mi się z rozgrywką w Luigi’s Mansion (tyle że tam zamiast spluw był odkurzacz).

    Jeżeli będę mógł zagrać „przy okazji” – zrobię to z przyjemnością. Ale nie jest to tytuł, na który wydałbym >150 zł. Nawet, jeżeli „czekaliśmy” na niego 6 lat.

  3. Pooglądałem trochę gameplay’ów (dziękuję GiantBomb za Quick Looki!), poczytałem trochę i się zdrowo Alanem podjarałem. Szkoda, że jednak nie wyszedł na PC – trisiksti nie mam 😦

  4. Zajebistość – przypomniał mi się klimat z Point Lookout, gdzie też zmagaliśmy się ze wsiokami XD Nic nie wspomniałeś o aczikach – wpadają lekko i przyjemnie? :]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s