Książę Persji: Piaski czasu (Prince of Persia: The Sands of Time)

o jaaaaaaaa

Ekranizacje gier to zawsze wielka zagadka i najczęściej wielka ilość złych pomysłów. Łącząc jednak świetnego reżysera, aktorów i pieniądze Disneya z pewnością można było stworzyć coś dużego. Czego by o adaptacji filmowej Prince of Persia nie napisać, jakby się nad nią nie pastwić – jest to mały ewenement, gdyż w tym przypadku niemal wszystko się udało.

W pięknych, pustynno-oazowych, terenach istnieją dwa królestwa. Jedno podbiło drugie zdobywając super cenny artefakt; magiczny sztylet mogący kontrolować czas. Oczywiście strażniczką przedmiotu okazuje się być prześliczna (dosłownie, szczęka mi opadła) księżniczka, a ukradł go nie kto inny jak awanturniczy, przystojny, wyrzeźbiony, młody książę. Dla pewności, by odpowiednio przykuć uwagę damskiej i męskiej części widowni – cała reszta obsady jest brzydka. Sprytnie.

The Sands of Time wraca do chlubnej tradycji Indiany Jonesa – wielkiego, przygodowego galimatiasu okraszonego cudownymi miejscówkami, widowiskowymi ucieczkami, scenami walki i dynamicznymi ujęciami okraszonymi pompatyczną muzyką. Dostaliśmy fantastyczną, lekką baśń osadzoną w perskich krajobrazach. W przeciwieństwie do gier video, tutaj nasz Książę otrzymuje imię. Jake Gyllenhaal wciela się w Dastana, sierotę zaadoptowaną przez dobrego króla. Po kilku latach zmienia się w zadziornego typa skaczącego po ścianach i lejącego złoczyńców po ryju. Ujęto to w typowym familijno-zaczepnym tonie. Wszystkie walki odbywają się bez krwi, dekapitulacji czy brutalnych zbliżeń. Docinki rzucane przez Dastana są zabawne ale nie chamskie czy wulgarne, ciało Taminy (Gemma Arterton) choć kusi z każdej strony, to brak tu typowych, prostackich (znanych choćby z Transformers Michaela Baya) ujęć na jej dekolt. Przyznam, że akurat w tym przypadku dbanie o jak najniższa kategorię wiekową wyszło filmowi zdecydowanie na plus.

mniam mniam mniam

Całość ogląda się miło, dzięki relacji dwójki głównych aktorów, którzy zostali do siebie idealnie dobrani. Nie można jednak zapomnieć o podstawowej sprawie: tu można było zepsuć masę rzeczy, a tego nie zrobiono. To prawdziwy wyjątek w tej kwestii. Nie wrzucono do Księcia Persji żadnych pompatycznych gadek, przesadzonych i bezsensownych scen batalistycznych, gadających zwierzaków, gadki o wolności, miłości i honorze. Zamiast tego mamy idealną letnią historię o dwójce ludzi walczących ze złem. Ale podaną w sposób wyjątkowo nie natrętny – postaci gonią własne cele, zamiast walki z głównym złym dla samego faktu walki z głównym złym. Gdyby tylko scenariusz oferował jeszcze więcej ciętych dialogów to byłoby super-wspaniale.

Na chwilę obecną stawiam Prince of Persia w czołówce letnich blockbusterów i zaraz obok Silent Hill w kwestii jakości ekranizacji gry. Gatunkowo znajduje się co prawda na zupełnie innym końcu, niż Ciche Wzgórze, jednak jakość i racjonalne podejście do przełożenia jednego medium na drugie sprawiają, że obu filmom należą się ukłony od graczy. Warto zobaczyć, dobra zabawa (dla facetów to w ogóle mus, Gemma ich zaczaruje). Szczerze polecam.

cascad

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s