Alan Wake [X360]

Gdy nie można odróżnić snu od jawy, a najmroczniejsze zakamarki wyobraźni ulegają odkurzeniu, zaczyna się walka o przeżycie, walka z szaleństwem, do ostatniego tchu. Słynny pisarz, znany jako Alan Wake ma problem z weną twórczą, dlatego też wraz z żoną wyrusza na wakacje do malowniczego górskiego miasteczka Bright Falls. Oczywiście mógł trafić gorzej (np. do Silent Hill), ale i tak ciężko zazdrościć mu położenia.

Jak nietrudno się domyśleć, nawet na takim odludziu wszyscy go rozpoznają, znajduje go agent, a małżonka… no właśnie, czyżby zginęła? Tego będziemy się dowiadywać przez 10 godzin gry wypełnionych solidną dawką akcji i dreszczy. Pierwszą rzeczą jaką udowadnia tytuł Remedy jest fakt, że bardzo klimatyczną, mroczną grę można połączyć z nadzwyczajnym tempem. Całość podzielona jest na 6 „odcinków” niczym serial telewizyjny, i w takiej też konwencji mamy podane następujące po sobie wydarzenia. Całość zaczyna się od koszmaru Alana, by potem przenieść się do słonecznego miasteczka… chwilę później odkrywamy, że po zmroku zaczynają rządzić nim niezbadane siły ciemności, które potrafią opętać nie tylko rzeczy martwe ale i ludzi. Owi „opętani” z przyjemnością chwytają wtedy za ostre narzędzia i włóczą się po ciemnych lasach gdzie nie raz, nie dwa, zakłócają nasze przyjemne spacery z latarką.

Wspomniany wyżej gadżet okazuje się być niezbędny do przeżycia. Przez niemal cały czas rozgrywki Alan dzierży w swej lewej dłoni latarkę, a w prawej którąś z broni (niewielki arsenał pokroju strzelby, rewolweru): by przetrwać w świecie opanowanym przez Ducha Mroku należy trzymać się jak najbliżej oświetlonych miejsc. System gry został tak świetnie i plastycznie zaprojektowany, że zamiast ciągłych podpowiedzi, sami z siebie, poprzez wolę przeżycia jesteśmy motywowani by poruszać się od punktu światła do punktu światła. One natomiast naprowadzają nas na właściwy tor. Jeżeli jednak (a zdarza się to często) utkniemy w lesie, lub miejscu bez dopływu prądu, musimy walczyć. Wtedy celujemy promieniem latarki w oponentów by ich osłabić, potem możemy śmiało ładować w nich ołów. Gdyby zbliżyli się za bardzo, mamy do dyspozycji bardzo fajny system uników i race dymne, pozwalające złapać na chwilę oddech, roztaczając wokół nas jaskrawy dym. Wtedy możemy przeładować magazynek, wybrać drogę ucieczki, lub skorzystać z tak morderczej broni jak granat błyskowy, będący niczym kryptonit na opętanych. Cała mechanika sterowania, animacje biegu, celowanie, wygląd strzałów, eksploracja terenu prezentują czołówkę gier tej generacji, pozwalając czerpać przyjemność z każdej minuty zabawy.

Poziom oprawy jest bez wątpienia mocną stroną Alana. Poza mimiką twarzy, na którą już chyba wszędzie się narzeka, podczas przeprawy przez okolice Bright Falls ujrzymy pięknie zaprojektowane miejscówki. Cała gra mieści się w niezbyt zurbanizowanym miasteczku, przyroda jest tu wszechobecna i należy oddać Remedy, że każde drzewo, strumyk i kamień odwzorowali z wielkim pietyzmem. Nie boję się nawet stwierdzić, że mamy tu najpiękniejsze drzewa w historii gier video. Wysokie amerykańskie świerki są wspaniale targane przez wiatr, a w środku nocy, otoczone mgłą i mroczną zawiesiną, tworzą niesamowitą scenerię koszmaru. Na pierwszy plan wysuwa się jednak oświetlenie, bez którego nie czulibyśmy się, choć trochę, bezpiecznie. Każdy obiekt w grze na swój własny sposób generuje cień, załamuje i odbija światło: przy samej latarce to jeszcze nic nadzwyczajnego (Silent Hill robił takie rzeczy lata temu) jednak odpalenie racy dymnej w samym środku lasu, nawołuje do oglądania istnego tańca cieni.

Narracja całości zbudowana jest bardzo dynamicznie, nie pozwalając na chwile przestoju. Cały czas coś nas ciekawi, albo jesteśmy postawieni w skrajnej sytuacji. Autorzy nie kryli wzorowania się na twórczości Kinga i serialu Lost, z których to wzięli wszystkie najlepsze elementy. Owszem, mogło być trochę bardziej oryginalnie – nawiedzone jezioro skrywające w swej głębi wielką tajemnicę nie jest szczytem kreatywności ale… w trakcie samej rozgrywki jesteśmy na tyle mocno przyssani do pada i zdobyci atmosferą, że nie zwracamy uwagi na tę odrobinę (dobrej) sztampy.

Czynnik straszący Alana Wake’a jest dość wyrozumiały dla co bardziej lękliwych graczy. To klasyczny dreszczowiec, pełny opuszczonych miejsc i wyskakujących znikąd opętańców. Każdy kto bał się, że powróci poziom niesamowitej schizy z pierwszych części Silent Hill, może spać spokojnie i grać bez konieczności łykania tabletek na uspokojenie. Możliwe, że hardkorowcy tęskniący za swymi zakurzonymi stanami lękowymi poczują teraz zawód, ale pójście bardziej „straszakową” drogą przez Remedy należy uznać za plus. Stworzyli oni świetną grę akcji okraszoną wciągającym scenariuszem Sama Lake’a, czyli coś czego nigdy nie będzie nam za mało. Atmosfera i design leveli nie pozwalają na swobodne spacerki. Jeżeli ktoś zechce narzekać to owszem: mogłoby to wszystko trwać dłużej, poziom grafiki mógłby wyznaczać nowe standardy i miło gdyby chaptery były bardziej złożone (nie spotkamy się tu z ani jedną zagadką logiczną) ale tak można powiedzieć o niemal każdej grze. Dla mnie najważniejsze jest to, że dostajemy nowy tytuł, miodną rozgrywkę, brak backtrackingu, brak nielogicznych idiotyzmów, pełnokrwiste postaci i piękny, górzysty teren.

Bardzo miło przyjąłem wiadomość, że gra nie tylko nawiązuje do wielu dzieł kultury, puszczając oczko do obeznanego w nich odbiorcy, ale i sama w sobie kryje dużo smaczków. Są strony manuskryptu powieści Wake’a, ciekawe audycje radiowe, klimatyczne programy telewizyjne, opisy co ciekawszych miejsc w miasteczku, poparte faktami na ich temat. Historia pisarza pogrążającego się w swym dramacie buduje napięcie, jest strasznie grywalna (opętanych morduje się z niemałą satysfakcją) i niemal bez skaz. Aż chce się ją kończyć drugi i trzeci raz, co ostatnio jest rzadkością. Sięgnijcie bo warto, o Alanie powinno się jeszcze mówić przez długi, dłuuugi, czas.

cascad

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Alan Wake [X360]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s