Super Robot Taisen OG Saga: Endless Frontier [NDS]

Na wstępie zaznaczę, że warto wybaczyć Atlusowi wydanie gry o tak długim tytule. Sam uczyłem się go na pamięć przez dwa tygodnie, ale wybaczam. Dlaczego? Bo konkretnym RPG z pięknymi walkami, głębokim systemem i całkiem dobrym scenariuszem ciężko wytykać taki szczegół jak nazwa. A jeśli jeszcze muzyka stoi na wysokim poziomie i bohaterowie nie stanowią zgrai uciekinierów z domu dziecka „kolorowa czupryna” to w ogóle – cud, miód, banany, vódka, cola, dzi… eee orzeszki.

Super Robot Taisen OG Saga: Endless Frontier jak sama nazwa wskazuje (albo i nie) przenosi nas do świata w którym istnieją wrota łączące różne wymiary. Ludzkość i przeróżne istoty człekokształtne korzystają z owych przejść nad wyraz swobodnie. Jak się nie trudno domyśleć tego typu szybki i wygodny środek lokomocji może służyć zarówno do dobrych jak i złych uczynków. Dlatego też my – wcielając się w rolę łowcy głów Hakena – wraz ze swoją wesołą gromadką złożoną m.in. z androidów o wielkich piersiach i księżniczek o wielkich piersiach, ruszymy w pościg za owym złem. Fabuła zdaje się być bardzo prosta i taka faktycznie jest, stanowiąc pretekst do zwiedzania kolejnych fantastycznych światów. Na całe szczęście są one różnorodne i pełne ciekawych motywów muzycznych oraz zawiłych historii. Ktoś kto zechce konkretnie poznać całe uniwersum SRTOGS:EF (szalony skrót) poczuje pełną satysfakcję chłonąc kolejne dialogi i kodując w głowie specyficzne dla tej gry terminy i nazwy krain geograficznych. Osobiście nie miałem do tego zacięcia i skupiłem się na gwoździu programu, czyli walce.

W systemie walki tkwi właśnie siła Endless Frontiera. Pierwsze co rzuca się w oczy to bardzo ładne dwuwymiarowe modele postaci poruszające się po ekranie z niesamowitą płynnością. Starcia podzielone są na tury; do wyboru mamy parę klasycznych komend takich jak użycie czaru, atak fizyczny, korzystanie z przedmiotów i używanie specjalnych możliwości postaci. Wszystkie czynności dotyczące naszej drużyny możemy wykonywać w dowolnej kolejności, jednak po zaatakowaniu przeciwnika nie możemy już w danej turze powrócić do menu przedmiotów i czarów. Starcie przebiega w nieskomplikowany sposób: naciskając rytmicznie przycisk A klepiemy oponentów – gra umożliwia klejenie combosów i juggle’i a nawet cancelowanie technik, co pozwala szybciej zapełniać pasek umożliwiający wykonanie limit breake’a (po polsku: im efektowniej walczysz tym szybciej będziesz mógł wyprowadzić mega mocny cios specjalny). Timing pełni tu szalenie ważną rolę. Podczas wyprowadzania ciosów możemy także klepnąć strzałkę na Dpadzie: wtedy nasz kolega z drużyny wkracza na arenę kontynuując atak poprzednika i ciągnąc dalej licznik combo kosztem tego, że nie będzie mógł rzucić żadnego czaru ani użyć przedmiotu.
W bój ruszamy zwykle składem większym niż cztery osoby. Dodatkowi pomocnicy (bo w pierwszym szeregu stoi tylko czwórka) również mogą być uruchamiani podczas wyprowadzania combosów – wtedy wbiegają na chwilkę i zadają obrażenia nie zamieniając się pozycją z postacią ich przywołującą („tagować” mogą się tylko bohaterowie wystawieni do głównego składu). Najłatwiej takich statystów porównać do strikerów z dwuwymiarowych bijatyk. Uwierzcie, że ten opis tylko brzmi zawile, w rzeczywistości opanowanie systemu walki zajmuje niewiele czasu. Gra sensownie zwiększa poziom trudności, tak więc od niezgrabnego mashowania przycisku ataku do znęcania się nad oponentem jednym długim combem przekraczającym liczbę 150 hitsów, każdy przejdzie bardzo płynnie. Możliwość własnego programowania comba (układa się łańcuch technik i ustala kolejność ich odpalania) i czytelne menu wyświetlane na touchscreenie sprawiają, że z prawdziwą przyjemnością podejmuje się tu wszelakie potyczki.

Kontrastem dla tak dynamicznych i rozbudowanych starć jest to co widzimy na mapie świata i w dungeonach. Z jednej strony zwiedzamy przeróżne wymiary, z drugiej widać to tylko po dużych sprite’ach, które ukazują się na ekranie w trakcie rozmów z napotkanymi postaciami. Haken jako młody łowca głów jest typowym lekkoduchem, Aschen to android z rozdwojeniem jaźni lubiący eksponować swój biust przy atakach specjalnych, Kaguya jest bardzo ufną i naiwną księżniczką o pogodnym usposobieniu, za jej sprawą do drużyny przyłącza się (jej koleżanka z młodości, również księżniczka) Suzuka, która często popisuje się ciętym językiem i poucza Kaguye. Tak wygląda trzon naszej wesołej gromadki, która podczas przeróżnych dyskusji potrafi wywołać uśmiech na ustach grającego. Nieprzypadkowo zwracam w recenzji uwagę na rozbudowaną klatkę piersiową bohaterek – Atlus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że tworzy dość kuszące heroiny z czego scenarzyści śmiało żartowali w pisanych przez siebie dialogach (a żarty skupiają się przeważnie na podrywach Hakena i rozmiarach biustów). Szkoda tylko, że najczęściej dialogi te czyta się przez 20 minut, potem dochodzimy do dungeonu, dostajemy masę dialogów, dochodzimy do bossa, dialogi, pokonujemy go, masa dialogów etc. i tak do końca przygody (z czasem by się nie nudzić dostajemy dwóch bossów pod rząd o pasku energii dłuższym od trasy Paryż – Dakar). Niestety DS nie oferuje ani cust-scenek ani voice actingu, więc wszystko to przebiega strasznie statycznie i przeszkadza w przyjemnym obcowaniu z grą. Szkoda, że zdecydowano się na tak antyczną formę prowadzenia akcji. Atlus nie popisał się pomysłowością. Niestety paru ‘klasycznych’ zagrywek, którymi wszyscy gracze już szczerze rzygają również nie udało się uniknąć. Mówię tu o znanych z jRPGów sytuacjach gdy pokonujemy ważnego dla scenariusza przeciwnika, po czym ucinamy z nim sobie długą pogawędkę a ten mimo iż jest pobity i otoczony przez nasza drużynę nagle robi ‘twist’ i znika z ekranu. Po tej ucieczce spotykamy go potem znowu, i znowu, walcząc z jego coraz to silniejszymi formami – słabo, nie lubię tego rozwiązania. Super Robot Taisen OG Saga: Endless Frontier nie korzysta też w żaden sposób z dotykowego ekranu konsoli Nintendo – całość przejdziemy bez użycia stylusa. Nie uważam tego za wadę gdyż gra się i tak miodnie, ale recenzencki obowiązek nakazuje mi o tym wspomnieć.

Całe szczęście, że najwięcej czasu spędzamy na pięknie wykonanych i doskonale przemyślanych walkach. Naprawdę bardzo łatwo połknąć bakcyla na zabawę tym systemem, który uważam za jeden z najlepszych z którymi się spotkałem. Widać tu rękę gości od genialnego Chrono Crossa, którzy pracowali przy tym tytule. Fajnie też, że bohaterowie są weseli, dorośli i lubią żarty. SRTOGS:EF jest najzwyczajniej strasznie grywanym tytułem z oryginalnymi postaciami i ciekawym (co nie oznacza, że sensownym) światem. W tym tytule jest więcej zabawy niż wielkiej fabuły i wprowadzania skomplikowanych rozwiązań. Super Robot Taisen utonie z czasem w zalewie RPGów na Dual Screena, ale na pewno każdy kto będzie miał okazję się nim dłużej pobawić nie pożałuje. Wątpię by ktokolwiek zawiódł się tak dobrą produkcją. Rzecz godna uwagi.

cascad

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s