Vanquish Velocity Attack [X360, PS3]

Shinji Mikami ma to do siebie, że strasznie lubi tworzyć oryginalne gry. I właśnie za to, strasznie go lubię. Po ograniu wersji demonstracyjnej Vanquisha, którego premiera zbliża się wielkimi krokami, pewne jest, że Shinji po raz kolejny dostarczy graczom czegoś niespotykanego.

Vanquish to bardzo szybka strzelanina w klimacie s-f lat 90tych. Wielkie roboty, bazy, lasery i wisząca nad nami katastrofa, przedstawione zostały tu za pomocą bardzo oryginalnego designu. Nasz bohater, w swym pancerzu przypomina drapieżnika ruszającego na żer. Atakujemy nim super szybko, bezpośrednio i z maksymalną siłą. Szkielet gry to bardzo standardowa ostatnimi czasy strzelanina tpp, wzorowana na Gears of War, podana w sosie własnym.

Większość rozgrywki to odmiana od tego co prezentują sobą Gearsy. Jasne barwy zastąpiły ciemne, iskry widzimy częściej niż krew, a ciągły pęd przed siebie wyparł powolne przemieszczanie się od osłony do osłony, drużyny klnących pod nosem pudzianów. USP (Unique Selling Proposition– mądry termin, opisujący odrębność wybranego produktu od innych produktów) Vanquisha to jego „biały design” i możliwość superszybkiego poruszania się naszym bohaterem, o strasznie męskim imieniu – Sam. Sam ma w swych butach super-mega-dopalacze pozwalające mu w kilka sekund pokonać znaczną odległość efektownym ślizgiem. Podobno nabył je w Deichmanie.

Sterowanie można bardzo szybko ogarnąć, dużo szybciej niż sytuację na ekranie. Wszechobecny chaos, iskry, wybuchy, ciężcy do dostrzeżenia wrogowie (co jest dziwne, gdyż specjalnie zmieniono ich kolor na czerwony, by każdy ich rozpoznał) i kamera zawężająca pole widzenia, sprawiają, że połapanie się w sytuacji może być problematyczne. Każdy strzela do każdego, nie ma czasu patrzeć na sonar, HUD zajmuje zdecydowanie za dużo miejsca… wszystko to wpływa na zagubienie w akcji. Na szczęście niesamowicie fajnej.

W grze czuć po prostu wszechobecny, patetycznie wesoły, rozpieprz. Vanquish jest płynny, błyszczący i oferuje naprawdę wiele ruchomych obiektów na ekranie. Oczywiście jak to w japońskich grach bywa, mimo iż mamy do pomocy cały oddział pomagierów (jak przystało na zawodowca przypadkowo rzuciłem w nich granatem – polecam, śmiesznie to wygląda), cała odpowiedzialność za powodzenie misji spada na nas. Wyszło to na jaw podczas walki z bossem. Na dość dużej arenie postanowiłem prowadzić ostrzał z podwyższenia, w ten sposób odstrzeliłem mu obie ręce. Trzeba było jednak załatwić jeszcze nogi – i ośmiu uzbrojonych żołnierzy, znajdujących się dwa poziomy niżej ode mnie, nie było w stanie tego zrobić przez kilka minut ciągłego ostrzału… Nawet nie drasnęli tych nóg. Podłamują mnie takie motywy, są strasznie niewdzięczne. Skoro rozgrywka ma tak wyglądać, to panowie z Segi mogli od samego początku wysłać mnie na samotną misję, zamiast tworzyć wrażenie jakiegokolwiek wsparcia. Większe wsparcie to miał Jordan od Duffy’ego w Kosmicznym Meczu, zapewniam.

Ogólne wrażenie z rozgrywki jest jednak bardzo pozytywne. Sam jest wysportowanym herosem, akcje typu: podjazd do wroga power-ślizgiem, zmiażdżenie go pięściami, kolejny ślizg do wielkiego robota, wskoczenie na niego, połamanie kierowcy i przejęcie nad nim kontroli, działają na wyobraźnie. To będzie shooter dla tych, którzy cenią sobie fantazję. Poza tym – naprawdę ilość rozbłysków i wiązek laserów wyświetlanych w jednej chwil sprawiają, że można się poczuć jak na próbie generalnej karnawału w Rio. Szkoda tylko, że demo jest tak króciutkie, gdyż nie zdążyło obudzić we mnie uczucia „chce mieć to na premierze”.

Na minus jest jeszcze brak odczuwalnej siły broni: strzelanie do robotów to jednak nie to samo co walka z organicznymi przeciwnikami. Bez padających ciał, krwi i flaków nasze akcje tracą na mocy. Mimo to wyobraźnia Mikamiego stara się nadgonić gusta takich barbarzyńskich graczy jak ja, oferując im potężnego bohatera (przypomina Snake’a z MGS, nawet pali fajki i gada bez sensu) zdolnego do przechwycenia w powietrzu wielkiej rakiety i wsadzenia jej z powrotem do działa z którego została wystrzelona, w akompaniamencie słodkiego BOOM.

To będzie dobra gra.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Vanquish Velocity Attack [X360, PS3]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s