Giant Killing – gratka dla tych, którzy kochają piłkę

Polonia 1 na początku lat 90tych budziła w chłopcach z całego kraju chęć do wyjścia na boisko i gonienia za piłką od zmierzchu do świtu. Codzienne emisje Tsubasy bez wątpienia stanowią jasny punkt dzieciństwa większości młodych (no, już nie tak bardzo) Polaków. Osobiście mam w sercu zarówno miłość do futbolu, jak i słabość do historii powiązanych z tym sportem. Dlatego odkrycie Giant Killing, uważam za jedną z najfajniejszych rzeczy jakie zrobiłem w tym roku. Każdy kto za smarka robił na betonie wślizg krzycząc „Kodżirooo!” powinien sprawdzić to anime. Idealnie trafia do starszej widowni, która kiedyś śniła o graniu w świetle reflektorów na stadionach świata. Uwierzcie – czekaliście na to.

Historia skupia się wokół fikcyjnej drużyny East Tokyo United, będącej od kilku lat w dołku. Sytuacja zaczyna się zmieniać wraz z przybyciem nowego managera klubu, Takeshiego Tatsumi, który kiedyś był najlepszym graczem ETU, postanowił jednak wyruszyć na podbój Europy (to jego odejście podłamało ETU), gdzie zakończył karierę. Teraz wraca, by z ławki trenerskiej odzyskać dawną chwałę.

Wyglądałoby to dość prosto i naiwnie, gdyby nie otoczka zbudowana wokół tej sytuacji. Tatsumi musi się zmierzyć z wrogimi mu kibicami, zarządem wymagającym cudów i zawodnikami nie wierzącymi w jego wizję gry. To właśnie aspekt psychologiczny – odkrywanie prawdziwych możliwości każdego z piłkarzy stanowi największy smaczek serii. Nie zabrakło też ujęć wprost z konferencji prasowych, klubowego ośrodka, obozu treningowego, codziennych ćwiczeń, czy ulic Tokio, na których na nowo budzi się miłość do czarno-czerwonych barw. Sympatycznie wypada motyw trójki chłopców mających na oko 10 lat, zaczynających z całego serca kibicować ETU. Twórcy zadbali o wiele smaczków, które uszczęśliwią każdego, kto przez swe życie szedł kopiąc piłkę w ściany, mury, płoty i oczywiście bramki.

Najważniejszym zadaniem naszego bohatera będzie wykrzesanie z Murakoshiego, Gino, Tsubakiego i Kurody maksymalnego zaangażowania (i podporządkowania). Murakoshi to kapitan drużyny, który swą postawą daje wszystkim przykład. Jako defensywny pomocnik stanowi mózg drużyny i pierwsza linię obrony (jego oddanie jest tak wielkie, że kibice nazywają go „pan ETU”), to on dbał o zespół po odejściu Tatsumiego, chroniąc go od rozpadu.

Gino to zupełny lekkoduch, w którego żyłach płynie włoska krew. Jest zapatrzony w siebie i samolubny, jednak nie ma sobie równych w obsługiwaniu kolegów dokładnymi podaniami, to przez niego przechodzą wszystkie akcje ofensywne East Tokyo United. Kuroda jest natomiast dość niskim obrońcom o szalenie bojowym usposobieniu. Jego duch, wola walki i agresja pozwalają mu na równą walkę z każdym przeciwnikiem. Lubi pokrzyczeć i wywołać bójkę, ale działa niesamowicie motywująco na resztę zespołu. Zagadkę stanowi za to Tsubaki, 20letni młodzian, którego psychika nie wytrzymuje napięcia najważniejszych meczy. Obwinia się za porażki i często psuje proste podania, jednak ma w sobie iskrę, która pozwala mu czasem przeprowadzić jedną nieprawdopodobną akcję. Dlatego jest trzymany na boisku, no i ze względu na szybkość i kondycje – te ma na najwyższym poziomie.

Po uporaniu się z tymi panami i resztą drużyny, ekscentryczny manager musi podbić japońską ligę co… Powiedzmy delikatnie, mu nie idzie. Jednak jego pomysły i nietypowe podejście do każdego z zawodników budzą masę sympatii (nie odnalazłem nigdzie potwierdzenia tej informacji, ale zapewne jest wzorowany na Jose Murinho). Giant Killing jest narysowane i udźwiękowione wzorowo, brak w nim co prawda wyjątkowo pięknych animacji i olśniewających teł, ale na potrzeby piłkarskiej otoczki spisuje się znakomicie. Najważniejsze jest to, że autorzy uchwycili emocje jakie towarzyszą futbolowi – zarówno od strony zarządu, jak i piłkarzy i kibiców.

Każda z tych „nacji” ma swoje kilka minut w każdym odcinku, zobaczymy więc trochę tego jak funkcjonuje klub, jak ważna jest psychika dla sportowców i przygotowania fanów do kolejnych spotkań. Na samym boisku też jest dobrze – co prawda nie uświadczymy tu idealnego ujęcia każdej akcji, jednak mamy kontakt z ładnymi wymianami i atakami, co sprawia, że nie odczuwamy jakby (jak chociażby w Tsubasie) boisko miało kilka kilometrów szerokości i parenaście długości. Sytuacja na murawie zmienia się płynnie, szybko i w duchu jakże szlachetnego, angielskiego sportu.

Małą skazę stanowią rozmowy zawodników – podczas gdy anime jako całokształt jest dość blisko realiów (na tyle na ile pozwala jego luźna, dająca sporo rozrywki forma), czasem pojawiają się sceny w których, w środku akcji obserwujemy długie pogawędki. O ile przemyślenia piłkarzy i ich uwagi są jak najbardziej udane, tak wspólne ploteczki i docinki na boisku okazują się być trochę zbyt rozbudowane. Taki jest jednak urok japońskiej animacji, nie ważne czy traktuje o sporcie czy o ratowaniu świata: wielcy przeciwnicy przed ostatecznym starciem, muszą sobie chwilę pogaworzyć.

Sama nazwa serii „Giant Killing” odnosi się do terminu znanego z prawdziwych stadionów, gdzie oznacza on pokonanie faworyta przez dużo słabszą drużynę. Jest to jeden z tych piłkarskich cudów, które zdarzają się do dziś, dzięki którym sport jest taki emocjonujący. Podczas każdego meczu, choćby Polska grała z Hiszpanią – na początku jest przecież wynik 0:0 i naprzeciwko siebie stoi 11stu mężczyzn. Wszystko może się zdarzyć. GK to seria prowadzona zgodnie z mottem „bij mistrza” i trzyma się go bardzo mocno. I to jest świetne, podczas seansu nigdy nie wiemy kiedy ETU coś się uda,  oglądanie kolejnych odcinków potrafi pobudzić emocje znane z autentycznych meczy. Fantastyczna sprawa.

Autorzy zadbali także o bardzo fajne „przekłamania” z rzeczywistego świata. Mimo nie posiadania licencji na używanie prawdziwych nazw, marek i logotypów wszystko przypomina rzeczywiste odpowiedniki i zostało zrobione ze smakiem. Zespoły z Japońskiej ligi mają lekko przekręcone nazwy (np. zamiast mojego ukochanego Shimizu S-pulse, jest Shimizu Impulse etc.), wpływ obcokrajowców i ich liczba także jest dopasowana do realiów Kraju Kwitnącej Wiśni. Co więksi fani dopatrzą się przeróbek modeli korków Adidasa, Nike czy Pumy, nawet przyśpiewki kibiców potrafią wzbudzić dreszcz. Innymi słowy – dla „zwykłego” widza Giant Killing to fajne widowisko o prowadzeniu drużyny i pracy ze sportowcami, a dla prawdziwych kibiców to coś dużo większego, budzącego na każdym kroku pozytywne skojarzenia.

Na zakończenie dodam, że pomimo braku wielkich zaskoczeń i zabójczego tempa, jest w tym anime tyle rzeczy, którymi można się autentycznie cieszyć (ten klimat grania na wiosnę czy zimę!), że nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek choć trochę zainteresowany tematyką mógłby je przepuścić. Dziękuję twórcom, Studiu Deen za przywrócenie wspomnień z dzieciństwa związanych z oglądaniem Tsubasy, i za pobudzenie chęci do jeszcze intensywniejszych treningów. Wszystko to zostało idealnie dopasowane do widowni pamiętającej stare czasy – Giant Killing bez problemu znajdzie uznanie wśród 20sto-paro-latków, jak i tych młodszych i starszych. Szczerze polecam, dodając osobisty znaczek jakości. Strasznie solidne 8.

cascad

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Giant Killing – gratka dla tych, którzy kochają piłkę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s